W Mielcu setki dzieci uczyły się numerów alarmowych i oglądały karetkę

Redakcja
Ratownik Maciej Rachwał doskonale się rozumiał ze swoimi „uczniami”.
Ratownik Maciej Rachwał doskonale się rozumiał ze swoimi „uczniami”. Aneta Dyka-Urbańska
Ponad 300 dzieci spotkało się w niedzielę z ratownikami mieleckiego pogotowia podczas rodzinnego pikniku na Placu Armii Krajowej. Atrakcji było co niemiara, ale największym hitem była możliwość przedstawienia się przez magafon jako mały ratownik.

Karetka pogotowia, która stanęła na Placu AK specjalnie dla dzieci, była oblegana przez kilka godzin. Jak mówią ratownicy Joanna Świąder i Maciej Rachwał oraz Dorota Frącz i Tadeusz Smaczny, maluchy bardzo interesowały się tym, co jest w karetce, jak działa sprzęt medyczny, spełniały swoje marzenia o zajęciu miejsca za kierownicą ambulansu. Kładły się także na noszach, przymierzały kołnierze usztywniające kręgosłup. Jaki był cel tych zajęć? – Chcemy oswajać dzieci z karetką i ratownikami, uczyć maluchy numerów alarmowych oraz zachowań, które ułatwiają potem ewentualną akcję ratunkową. Nie ma lepszego sposobu, niż robić to poprzez zabawę – mówi Zbigniew Bober, dyrektor pogotowia.

atownicy przyświadczają. – Nawet te dzieci, które na początku podchodzą do karetki z rezerwą, trochę się obawiają, po chwili się śmieją z naszych żartów, oglądają wyposażenie z wypiekami na twarzy, zupełnie przestają się bać. Oczywiście wolelibyśmy, aby nigdy nie znalazły się w ambulansie jako pacjenci, ale jeśli już do tego dojdzie, nie będą sparaliżowane strachem, odpowiedzą bez problemu na ważne pytania zadane przez ratowników, ich stres związany z wypadkiem czy chorobą będzie znacznie mniejszy – mówią prowadzący zajęcia.

Rodzice bardzo doceniają ten pomysł. – Moje starsze dziecko, dziś już nastoletnie, przeżyło kiedyś wypadek. W gruncie rzeczy nie był on poważny, ale sam pobyt w karetce i szpitalu okazał się prawie traumą, która w pewnym sensie wracała latami – opowiada pan Jerzy z Mielca, tata Kingi i Michałka. - Córka nie miała pojęcia, czego się może spodziewać w karetce, co się będzie z nią działo, dlatego tak bardzo się przeraziła. Nauczony tym doświadczeniem przybiegłem z Michałkiem do karetki. Syn „przybił piątkę” z ratownikiem, zresztą bardzo otwartym i wesołym. Zwiedził karetkę, był zachwycony tym, że wykrzyknął swoje imię przez megafon. Otrzymał ważne informacje, potem w nagrodę, że je zapamiętał dostał naklejkę „Mały Ratownik” z numerami alarmowymi. Jak każdy rodzic wierzę, że syn nigdy nie najdzie się w karetce, ale gdyby do tego doszło, na pewno nie będzie się tego bał tak, tak jak kiedyś Kinga.

Będzie waloryzacja 500+?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie